Poziomy banner na głównej

Jak promować OZE nie gadając głupot

09/01/2019
Maciej Merek dyrektor generalny Phoenix Contact

Maciej Merek, dyrektor generalny Phoenix Contact

Energetykę odnawialną należy rozwijać i promować. Ale niestety wielu jej zwolenników grzeszy niewiedzą. Wskutek tego chcą bardzo mocno promować odnawialne źródła energii, ale argumentują to w sposób nietrafiony, czasami dyletancki. Co daje łatwe „paliwo” przeciwnikom energii odnawialnej, a takich przecież nie brakuje w Polsce (niestety). Dlatego powstał ten tekst. Nie jest to opracowanie dla specjalistów, zawiera z konieczności wiele uproszczeń, za co specjalistów z góry przepraszam.

Jak ważnym pojęciem jest dzisiaj energia wytwarzana przez źródła odnawialne, nie trzeba nikogo przekonywać. Kłopot w tym, że podobnie jak w przypadku medycyny, zaczynamy znać się na tym wszyscy. Ma to tę stronę pozytywną, że wytwarza pozytywny nacisk na rządzących, przemysł itd., aby źródła odnawialne traktować poważnie. Ale ma tę stronę negatywną, że łatwo o posługiwanie się argumentacją kompletnie nietrafioną, fałszywą mówiąc wprost. Dzieje się tak przeważnie z powodu zderzenia dobrych chęci z niedostateczną wiedzą. A zastosowanie argumentów fałszywych daje bardzo dobre „paliwo” dla przeciwników energii odnawialnej, a przecież takich nie brakuje. Argument taki można łatwo ośmieszyć, zdezawuować, skutek jest wtedy odwrotny od zamierzonego.

Celem niniejszego opracowania jest wskazanie najważniejszych zalet, lecz także wad oraz ograniczeń energetyki odnawialnej. Tak, aby argumentować trafnie, bez dawania przeciwnikom łatwego „celu do ostrzelania”, jakim jest oskarżenie o ignorancję.

Na początek uwaga techniczna. Otóż od czasu do czasu muszę w tekście posłużyć się liczbami i wielkościami fizycznymi, takimi jak moc mierzona w watach (W), kilowatach (kW), megawatach (MW) czy energia mierzona w kilowatogodzinach (kWh), megawatogodzinach (MWh). Postaram się o nienadużywanie tego i pokazywanie liczb w formie jak najbardziej przystępnej, bez zbędnego komplikowania. Tym niemniej jest to nie do uniknięcia, jeżeli chce się zrozumieć dokładnie istotę problemu. Ze względu na cel tego opracowania niezbędne są czasami dość istotne uproszczenia, które być może zabolą specjalistów. Z góry proszę o wybaczenie, to również jest niezbędne dla przejrzystości materiału.

Produkcja energii elektrycznej w Polsce

Rozpocząć warto od pokazania, jak wygląda generacja energii elektrycznej w Polsce dzisiaj. Wszyscy wiedzą, że energia elektryczna w około 80% mocy jest generowana przez elektrownie i elektrociepłownie opalane węglem. Co to znaczy? Mówiąc w wielkim uproszczeniu – urządzeniem, które wytwarza energię elektryczną jest generator napędzany przez turbinę. Całość tworzy tzw. turbozespół, często potężną konstrukcję wielkości wielopiętrowego domu. Duża elektrownia ma takich turbozespołów kilka, mała elektrownia czy elektrociepłownia może mieć tylko jeden.

Turbina, aby się kręciła, potrzebuje czynnika, który ją poruszy. Takim czynnikiem jest para wodna, rozgrzana pod wysokim ciśnieniem do temperatury rzędu 150 stopni Celsjusza. Aby uzyskać taką parę potrzebne są dwie rzeczy: duża ilość wody i kocioł, który wodę ogrzeje np. opalany węglem. Zestaw generator-turbina-kocioł tworzy tzw. blok energetyczny. Mały blok ma moc np. 50 MW, przeciętny 300-500 MW, wielki na przykład 1000 MW. Zużycie węgla przy większym bloku wynosi często sporo powyżej 100 ton na godzinę! Najnowszy, wielki blok w elektrowni Kozienice spala około 360 ton węgla na godzinę. Oznacza to trzy pełne składy pociągów z węglem dziennie. Łatwo wyobrazić sobie, ile takiego paliwa potrzeba w roku, gdy elektrownia pracuje całą dobę.

W Polsce około 70% całości energii elektrycznej wytwarza 17 tzw. elektrowni zawodowych (systemowych), z których 7 opalanych jest węglem brunatnym (w tym największa Elektrownia Bełchatów) a pozostałe kamiennym. Większość tych elektrowni pracuje non-stop, bez przerwy 24 godziny na dobę. Łatwo zauważyć, że zatrzymanie choćby na kilka godzin dowolnej z elektrowni systemowych, skutkuje potężnymi problemami z zasilaniem w całym kraju. Elektrownie uzupełnia około 55 elektrociepłowni dla których produkcja prądu jest niejako „działalnością uboczną”, ich głównym zadaniem jest produkcja ciepła. Elektrociepłownie są opalane nie tylko węglem, ale wiele z nich również gazem. Elektrownie i elektrociepłownie wytwarzają łącznie około 86% energii elektrycznej w Polsce. Energii odnawialnej pozostaje więc około 14%. „Nie tak źle” – ktoś powie.

Niezupełnie w tych 14% ponad połowa stanowi tzw. współspalanie biomasy, dla mnie z niewiadomych przyczyn zaliczane do grupy „zielonej energii”. Jest to po prostu dosypywanie do węgla, ładowanego do kotłów, rozmaitej maści odpadów roślinnych, w ilości do około 10% wsadu, których pochodzenie, sposób pozyskania i jakość bywają często mocno kontrowersyjne. Znam przypadek sprowadzania do Polski łupin orzechów z Afryki, aby spalić je w kotle elektrociepłowni. Albo przypadek wyrębu lasów w jednym z krajów ościennych, po to, by ścięte drzewa rozdrobnić, przywieźć do nas i spalić jako biomasę. Eko?

Czas teraz na wygadywane głupoty.

„Elektrownię systemową można łatwo i szybko zastąpić. W miejsce elektrowni postawmy elektrownię wiatrową albo fotowoltaiczną”.

Naprawdę? Policzmy zatem najprościej. Blok konwencjonalny ma moc na przykład 460 MW. Turbina wiatrowa (lądowa) na dzisiaj ma moc powiedzmy 4 MW (założenie ambitne, większość jest mniejsza). Czyli, aby zastąpić jeden blok konwencjonalny potrzeba teoretycznie około 115 wiatraków! Jest jeszcze gorzej, dzisiaj żaden wiatrak nie pracuje 24 godziny na dobę. Ze względów choćby pogodowych, przeciętne wykorzystanie turbiny wiatrowej nie przekracza 30% doby. No dobrze. Załóżmy, że uda się turbiny wiatrowe usprawnić i będziemy je wykorzystywać przez 50% doby. Ale to wciąż oznacza, że jeden blok konwencjonalny musielibyśmy zastąpić 230 turbinami wiatrowymi. I to tak zlokalizowanymi, aby przynajmniej połowa z nich zawsze pracowała. A to tylko zamiennik na jeden blok. Realne?

Podobną zabawę intelektualną można przeprowadzić dla modułów fotowoltaicznych. Na dzisiaj można uzyskać 350 W (watów) mocy z jednego metra kwadratowego modułu słonecznego. Załóżmy, że modułami wypełnimy całe boisko piłkarskie. Oficjalne wymiary FIFA to 105 x 68 metrów, czyli 7140 metrów kwadratowych, co daje moc 2,5 MW. Tyle, ile jedna średniej wielkości, popularna turbina wiatrowa. Czyli jeden blok elektroenergetyczny to fotowoltaicznie równoważnik 184 boisk piłkarskich. Realne? Pomijając kwestię, że w nocy a nawet już późnym popołudniem fotowoltaika nie działa.

Ciekawostka. Największa polska elektrownia, czyli Elektrownia Bełchatów, produkuje około 20% całości energii elektrycznej w Polsce. Wszystkie turbiny wiatrowe w Polsce dzisiaj produkują 9% energii. Czyli mniej niż połowę tego, co jeden Bełchatów.

Sytuacja bez wyjścia? Niezupełnie. Zastosowanie energetyki odnawialnej nie polega na prostym zastąpieniu wielkich źródeł konwencjonalnych wielkimi źródłami odnawialnymi. Zmiany muszą obejmować całość systemu elektroenergetycznego i dotyczyć także zmiany modelu konsumpcji energii. O czym trochę dalej.

„Największym problemem energetyki opalanej węglem jest emisja zanieczyszczeń do atmosfery. Kominy przecież stale dymią.”

chłodnie kominowe

Rozpocząć muszę od sprawy, która denerwuje mnie od wielu lat. Otóż bardzo często spotykam się z obrazkiem jak obok (źródło: Wikipedia): i komentarzem: „Zobaczcie, ile dymu!”.

Szanowni Czytelnicy, błagam! To co widzicie na pierwszym planie, to nie kominy tylko tzw. chłodnie kominowe. Instalacja schładzająca/skraplająca parę wodną i to kłęby pary wodnej widać z daleka. Spaliny wydostają się ze zwykłych kominów, nie z chłodni kominowej. Wiele razy widziałem obrazki ekologów, którzy wspinali się chłodnie kominowe i mówili, że szkodzi im dym. Lub reporterów, pokazujących jak wiele dymu emituje elektrownia do atmosfery. Litości!

A teraz do kwestii emisji. Oczywiście prawdą jest, że elektrownie opalane węglem emitują sporo zanieczyszczenia do atmosfery. Ale moim zdaniem, paradoksalnie, nie to jest największym problemem. Sporo elektrowni i elektrociepłowni jest jeszcze przestarzała, ale niektóre mają zainstalowane nowoczesne instalacje oczyszczania spalin. Wychwytują CO2, tlenki azotu, cząstki stałe. Regulacje unijne i krajowe wymusiły programy modernizacyjne, które były i są realizowane. Wciąż jeszcze za słabo, ale to się dzieje. Z punktu widzenia emisji zanieczyszczeń i smogu znacznie groźniejsze są piece domowe, gdzie Polacy masowo spalają śmieci. Usłyszałem ostatnio taki dowcip, że w Polsce wymyślono unikalny system segregacji odpadów: na palne i niepalne. Palimy dowolnym syfem, byle to było za darmo. Drugim najgroźniejszym źródłem zanieczyszczeń są samochody osobowe. W Polsce dominują samochody używane, sprowadzane z Zachodu, w których masowo „wycina się” filtry cząstek stałych. Jest to element podlegający dość szybkiemu zużyciu, za to kosztowny. Jedynym celem stosowania filtra jest ochrona środowiska, na pracę silnika nie ma to większego wpływu. To co, wycinamy? Kilka stówek się zaoszczędzi…

Podstawowym zagrożeniem, oprócz produktów spalania, tworzonym przez energetykę węglową, jest dewastacja środowiska, związana z pozyskaniem paliwa i utylizacją odpadów po spalaniu. Jest to chyba groźniejsze niż emisja zanieczyszczeń do atmosfery, z którą (choćby hipotetycznie) można „powalczyć”. Z dewastacją środowiska już nie bardzo. Każda kopalnia odkrywkowa to setki hektarów gruntów zdewastowanych, przede wszystkim ze względu na brak wody. Nie wiem jak wielu czytelników miało okazję zobaczyć na własne oczy jak wygląda taka kopalnia, ja miałem. Jest to, mówiąc w uproszczeniu, olbrzymia „dziura w ziemi”, niewiarygodnego rozmiaru.

Dziura po kopalni odkrywkowej

Do takiej „dziury” spływa w naturalny sposób woda z całej okolicy, wysuszając ją doszczętnie. Gleba w promieniu wielu kilometrów od odkrywki jest sucha jak pieprz, ma twardość skały. Nie do wykorzystania w jakimkolwiek celu. Zdjęcie (Źródło: Wikipedia).

Może zatem kopalnia głębinowa węgla kamiennego jest lepsza? Niestety i ona ma bardzo negatywny wpływ na powierzchnię nad nią zlokalizowaną. Wydobywanie na zewnątrz tysięcy ton urobku tworzy pod ziemią wielkie puste przestrzenie. Zmienia to istotnie relacje geologiczne, wodne i tak dalej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie postawi domu ani hotelu nad obszarem eksploatacji (podziemnym) kopalni. Nigdy nie wiadomo czy ziemia nie zadrży, czy nie dojdzie do tąpnięcia. Nigdy nie wiadomo, czy w kopalni nie dojdzie do eksplozji i pożaru, zagrożenie tymi zjawiskami jest wielkie.

I wreszcie ostatnia kwestia, czyli odpady po eksploatacji węgla. Wydobycie zarówno węgla kamiennego jak i brunatnego powoduje powstanie materiału odpadowego, z którym nie wiadomo, co zrobić. Więc po prostu gromadzi się to na hałdach. Podobnie jak produkty spalania.

Podsumowując – problem emisji zanieczyszczeń do atmosfery jest istotny, w żadnym razie nie wolno go pomijać. Ale ten argument naprawdę łatwo „zbić”. Są rozwinięte (i rozwijane) technologie tak zwanego „czystego spalania” (clean combustion technologies), promotorzy węgla zawsze sięgną po taki argument. Znacznie groźniejszym problemem jest dewastacja środowiska „przy okazji” wydobycia węgla i powstawania odpadów po spalaniu. I to jest istotny argument za energią odnawialną, na to należy położyć nacisk.

„Największymi oponentami energetyki odnawialnej są elektrownie węglowe, które boją się konkurencji. Ponadto instalacje odnawialne są drogie, dlatego państwo powinno je wspierać, aby promować ekologię bez konieczności walki ekonomicznej z elektrowniami konwencjonalnymi.”

Powyższe stwierdzenia, jakkolwiek dość rozpowszechnione, są tylko częściowo prawdziwe. Trzeba wiedzieć, że dzisiejsza konstrukcja generacji i dystrybucji energii jest filozoficznie dość prosta. Mamy kilkadziesiąt miejsc „wielkiej generacji”, wielkich źródeł, z których energię rozprowadza się coraz niżej aż do końcowego odbiorcy. Można zobrazować to sobie trochę jak drzewo, gdzie od grubego pnia odchodzą konary, a potem coraz cieńsze gałązki. Cała techniczna infrastruktura sieci służy temu modelowi: łączniki, zabezpieczenia, pomiary, automatyka, itd. Nigdy nie zakładano, że oto tysiące małych „gałązek” zamiast energię odbierać, będą chciały ją dostarczać. Wywraca to do góry nogami całą koncepcję krajowej sieci energetycznej. Nie potrafimy nad tak generowaną energia zapanować, nie do końca wiemy, gdzie i ile jej się pokaże. Pół biedy, jeżeli energii odnawialnej jest mało, da się jakoś nad tym zapanować. Ale gdyby taka tzw. generacja rozproszona stanowiła duży procent generowanej energii elektrycznej, PSE i spółki dystrybucyjne będą miały wielki problem techniczny. Sieć musiałaby być istotnie przebudowana – a to oznacza wielkie koszty, których nikt na razie nie chce ponosić. To pierwszy powód niechęci operatorów sieci przesyłowych.

Drugim powodem jest niestabilność czy prościej mówiąc nieprzewidywalność zarówno turbin wiatrowych jak i modułów fotowoltaicznych. Moduł fotowoltaiczny z oczywistych powodów nie działa nocą. Ale i w dzień zmienna pogoda w różnych porach roku daje spore wahania wydajności modułów. Można w wielkim uproszczeniu powiedzieć, że w okresie od października do marca wydajność fotowoltaiki jest trzykrotnie, a nawet czterokrotnie niższa niż w okresie od kwietnia do września. Jest to problem nie tylko dla konsumenta takiej energii, ale i dla sieci, w której taka instalacja działa.

Turbiny wiatrowe również nigdy nie kręcą się 24 godziny na dobę. Po prostu wiatr nie może być ani za słaby, to oczywiste, ale i za mocny. Wtedy turbinę trzeba zatrzymać ze względów bezpieczeństwa np. w trakcie burzy i nawałnicy z huraganowymi podmuchami. Badane są oczywiście warunki wiatrowe w danym miejscu, statystycznie wiadomo, co się dzieje w poszczególnych porach roku i porach dnia. Ale jest to tylko statystyka, nikt nie da żadnej gwarancji, że życie do tej statystyki się dopasuje każdego dnia.

Albowiem podstawowym wyzwaniem dla sieci elektroenergetycznej jest stabilność. Energii elektrycznej nie da się produkować „w próżnię”. Jeżeli jest jej wytwarzanie, musi być jednocześnie odbiór i konsumpcja. Zarządzający siecią stale przypatrują się ilości energii generowanej i konsumowanej, starając się „zgrać” obie wielkości. Nie jest to proste, dużego generatora nie da się „rozkręcić” w minutę ani zatrzymać w minutę. Jest to kwestia godziny czy dłużej. Zarówno rozruch jak i zatrzymanie zawsze powodują straty energii, dlatego w miarę możliwości się ich unika. Stąd bardzo głupim pomysłem była idea „wyłączmy wszyscy oświetlenie o godzinie 20.00 i włączmy o 21.00”. Autorzy myśleli o oszczędności energii, zadziałali dokładnie odwrotnie. Moim zdaniem klasyczny przykład mariażu dobrych intencji i niewiedzy. Stąd taki ból głowy przy wahaniach podaży energii, czyli przy jej generacji.

„Czy zatem sytuacja jest bez wyjścia, energetyka odnawialna jest bez przyszłości?”

Argumenty na „nie” łatwo tworzyć i przeciwnicy energetyki odnawialnej mają sporo paliwa, aby ze zwolennikami zielonej energii walczyć. Co przychodzi tym łatwiej, im mniej rzetelnej wiedzy mają ci zwolennicy. Opis sytuacji, który pokazałem powyżej, nie służy deprecjonowaniu zielonej energii. Chodzi jedynie o to, aby promować ją w sposób rozsądny, posługując się argumentacją trudną do podważenia. Warto zatem przyjąć kilka zasad:

1. Nie da rady dokonać radykalnej zmiany z energetyki węglowej na „zieloną” w krótkim czasie. Jest to technicznie, ekonomicznie i społecznie nie do wykonania. Nie da się tak po prostu „wyłączyć” elektrowni konwencjonalnej i w tym samym miejscu postawić elektrownię wiatrową czy fotowoltaiczną. Potrzebne są stabilne plany długofalowe, a tych obecnie rządzący boją się jak diabeł święconej wody. Nie mówię tu o ogólnikach, tylko o konkretnym stwierdzeniu, że węgiel jako paliwo się kończy, że nie ma innej drogi jak tylko krok po kroku wygaszanie energetyki węglowej. Czy do zera? Moim zdaniem nie jest to o końca jednoznaczne. W każdym systemie energia odnawialna będzie potrzebowała „bufora bezpieczeństwa”, zasobu energii, który można uruchomić w razie sytuacji nieprzewidzianych. Można pomyśleć o „odwróconej filozofii”, w której niewielka liczba siłowni węglowych służy jako „backup” energetyki odnawialnej lub do zasilania odbiorów o wielkiej mocy. Takich, które żadna turbina wiatrowa „nie poruszy”. Potencjalna emisja z takich siłowni (z dobrymi filtrami) nie powinna stanowić problemu, a może stanowić dobry system stabilizacji sieci.

2. Generacja energii musi być różnorodna. Oprócz fotowoltaiki i turbin wiatrowych mamy przecież możliwe do wykorzystania biogazownie, małe turbiny wodne, solary do ogrzewania wody. Ich stosowanie musi skokowo wzrosnąć. Nie jest to możliwe bez kompleksowego wsparcia ze strony państwa, gdyż koszty instalacji (na przykład instalacji na biogaz) są wysokie. Prosty rachunek zysków i strat nie da rady uzasadnić takiej inwestycji. Ale w przypadku energii zasadą powinno być ujmowanie szerszego spektrum korzyści, nie tylko licznie prostego zwrotu z inwestycji, skojarzonego z ceną sprzedaży energii. Każdy nowy dom, mały zakład, mały obiekt budowlany, powinien co do zasady być ogrzewany ze źródła ekologicznego (solary czy pompy ciepła). Powinien korzystać z zasilania z jakiejś formy zielonej energii. Wyjątki powinny być rzeczywiście wyjątkami. Ale podkreślam – przy rzeczywistym wsparciu państwa, inaczej większość inwestorów tego nie udźwignie.

3. Niezwykle ważnym kierunkiem jest tzw. mikrogeneracja na poziomie nawet drobnych urządzeń. Mamy miliony urządzeń wyposażonych w baterie lub niewielkie akumulatory. Baterie wymieniamy a rozładowane wyrzucamy. Do ładowania akumulatorów mamy miliony ładowarek, które podłączamy do sieci. Tymczasem na powierzchni większości takich urządzeń można zainstalować małe ogniwo fotowoltaiczne. Trwają prace nad przygotowaniem modułów słonecznych o charakterystyce dostosowanej do światła sztucznego. Czyli takich, które mogą być efektywne w świetle lamp a nie tylko Słońca. Można docelowo wyeliminować konieczność wymiany baterii w milionach urządzeń, można wyeliminować miliony ładowarek. To jest kierunek, który musimy wspierać jak najmocniej. Jeżeli warto kierować gdzieś pieniądze na badania naukowe i rozwój – to na pewno właściwy kierunek.

4. Zmiana musi dotyczyć nie tylko sposobów wytwarzania energii, ale i sposobów jej transmisji i miejsc konsumpcji. Generacja rozproszona, z setek tysięcy źródeł o najrozmaitszej mocy, rodzi konieczność gruntownej przebudowy sieci elektroenergetycznej. Powiem wprost – jest to warunek konieczny, bez którego rozmowa o przekształceniu energetyki nie ma sensu. Jak już wspomniałem, dzisiaj system zupełnie nie jest do tego przygotowany. Nie da rady do dzisiejszej struktury po prostu podłączyć kolejne źródła zielonej energii. Energii tak wytworzonej może nie dać się „odebrać”, bo na przykład wydajność sieci jest za mała. Albo nie da się przesłać do miejsca, gdzie jest potrzebna. O ile inwestycje prywatne w generowanie energii są do pomyślenia, o tyle inwestycje w sieci to kolejne zadania państwa, żaden prywatny inwestor tego nie zrobi.

5. Najlepiej w ogóle przestawiać się na inną filozofię, czyli generujmy energię elektryczną jak najbliżej miejsca jej konsumpcji. Wszystkie procesy przesyłowe to kosztowne instalacje i zawsze straty energii przy przesyle. Im mniej tego tym lepiej. Generujmy energię w domu i w domu ją konsumujmy. Generujmy energię na poziomie małej społeczności lokalnej – i tam konsumujmy. Generujmy energię w małym zakładzie przemysłowym – i tam zużywajmy. Traktujmy publiczną sieć elektroenergetyczną jako uzupełnienie, wsparcie w sytuacjach koniecznych. Wówczas jest szansa, aby zapotrzebowanie na energię z sieci spadło i wygaszanie elektrowni węglowych może być procesem naturalnym. Jest jeszcze jeden konieczny warunek takiej transformacji – musimy inwestować w magazyny energii. Zarówno te małe, średnie, ale i o wielkich mocach. Na dzisiaj większość magazynów energii oparta jest na akumulatorach litowo-jonowych. Jest to technicznie fajne rozwiązanie przy mocach małych i średnich, znacznie bardziej dyskusyjne przy mocach dużych. Dodatkowo (niestety) w dalszym ciągu magazyny energii są bardzo kosztowne i jeszcze zbyt mało efektywne energetycznie. Próbowane są inne technologie, na przykład rozmaitego typu ogniwa paliwowe. Ale moim zdaniem wciąż stoimy o krok przed jakimś przełomem, przed rozwiązaniem które zrewolucjonizuje magazynowanie energii. Efektywny magazyn energii musi szybko się ładować, równie szybko rozładowywać, kosztować rozsądnie mało, czyli być dostępnym. Taki wynalazek zmieni świat o 180 stopni, nie tylko energetykę, ale i na przykład samochody elektryczne. Rozwój magazynów energii to kolejny kierunek, gdzie państwo powinno inwestować każde pieniądze.

6. Wreszcie sprawa ostatnia. Musimy w końcu potrafić otwarcie powiedzieć społeczeństwu Śląska, że czas węgla się kończy. Nie wolno bez końca oszukiwać tych ludzi, że swoją przyszłość mogą opierać na rozwoju wydobycia i spalaniu węgla. Ale musi za tym iść pełny program społecznej transformacji. Nie można 90 tysiącom ludzi, którzy dzisiaj pracują w przemyśle węglowym, po prostu powiedzieć „sorry, ale zamkniemy wam kopalnie, to wasz problem, co będziecie robić”. Bo do tych 90 tysięcy trzeba doliczyć pewnie dwa, trzy razy tyle kooperantów, zakładów usługowych etc. I wszystkich członków ich rodzin. W zasadzie należy powiedzieć, że program transformacji musi iść nie „za tym”, jak napisałem poprzednio, ale „przed tym”.

Zamów prenumeratę Rynku Elektrycznego Przejdź do formularza

Zapisz się na bezpłatny newsletter